Geralt of Rivia from miastogier.pl

Geralt by na to powiedział: "Zaraza!"

Andrzej Sapkowski rząda od CD Projekt Red 60 mln złotych. Świat internautów, zarówno jak i pisarzy fantastyki stali po stronie CD Projekt Red. 

Trudno o inną pozycję, gdyż wkład w popularyzację pięknego świata że strony wytwórni jest zdecydowanie większy. Gdyby nie polska firma mało kto na świecie dowiedział by się o istnieniu utopców, bazyliszków... a tym bardziej o istnieniu pewnego Pana Andrzeja.

Jestem obcokrajowcem, obcokrajowcem z kraju słowiańskiego, bardzo zbliżonego kulturowo i historycznie, a nawet w tym kraju Wiedźmin nie mógł się dostać na listę chociażby kilkuset najpopularniejszych historii, już nie mówiąc o "powalającym na kolana" filmie. Podejrzewam, że gdyby nie gry, nawet dla większości Polaków Wiedźmin kojarzyłby się jedynie z nieudanym filmem z głodnych lat 90-ch.

Ja nie znam się na literaturze ani na polskiej kulturze popularnej, ale mam takie przeczucie, że w momencie przekazania praw do "egranizacji" wymyślonego przez siebie światu Andrzej Sapkowski już wyczerpał cały dostępny potencjał do popularyzacji swojego dzieła. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że prawa zostały sprzedane za niecałe 40 tys zł?

Wkład CD Projekt Red

Zupełnie inne życie Wiedźmin uzyskaj w świecie gier. Wyobraźmy sobie tylko ile pracy kosztowała wizualizacja wszystkich postaci, animacje, podkłady głosowe, stworzenie tekstów, utworów muzycznych etc etc. Jesteśmy wszyscy bardzo wdzięczni tej firmie za inwestowanie w to wielkie dzieło sztuki, które jest dziś doceniane we wszystkich zakątkach świata.

Korzyści Sapkowskiego

Pewnie jak każdy artysta, pan Andrzej marzy o światowym uznaniu, i jak każdy Polak - o grubych milionach. Oczywiście, jest mu raczej szkoda, że sprzedał prawa do korzystania z opracowań własnej twórczości za tak małe pieniądze, ale czy jemu się zwróciła ta umowa? Moim zdaniem - z ogromną nawiązką. 

Jakiś czas temu pracowałem z jednym Hiszpanem. Chłopak lubił grać i oczywiście kojarzył serię gier, a nawet zakupił sobie "trójke"... lecz w nią nie grał, ponieważ uważał, że najpierw musi przeczytać książki, żeby znać wszystkie konteksty fabuły. Co prawda, czytanie książki go trochę męczyło i przez to odkładał grę w nieskończoność... Morał tej historii jest taki, że Hiszpan mieszkający w Polsce kilka lat, a nadal znający o Polsce tyle co nic kupił sobie kilka książek Sapkowskiego w wersji angielskiej i hiszpańskiej, tylko dla tego, że chciał przygotować się do grania w Wiedźmina. Wyobraźmy sobie, ile osób na świecie kupiły książki dla tego, że grali lub chcieli zagrać? A ile pieniędzy pan Andrzej zainwestował w promocję swoich książek? Czy może podzielił się dywidendami z CD Projekt Red? 

Czy Netflix zainteresowałby się ekranizacją wiedźmina, gdyby nie dzieło CD Projekt Red? A kto teraz zgarnie benefity z ekranizacji Netflix? 

Postawa Sapkowskiego wygląda po prostu żałośnie. Pan postawił ostatnia kropkę w swojej serii książek jakieś 20 lat temu, dzięki CD Projekt Red stał się światowym celebrytą i na pewno nie najbiedniejszym z europejskich czy nawet swoistych pisarzy, ale jak należy "Januszowi praw autorskich" - rząda więcej. Będąc na miejscu Netflixu mocno bym się zastanowił, czy warto mieć sprawę z tak chciwym Panem.

Sam Geralt pewnie powiedziałby coś kąśliwego na temat swojego twórcy. Cóż, czekamy na rozstrzygnięcie, a tym czasem skończę drugą książkę Sapkowskiego i żadnej innej w znak protestu do ręki nie wezmę.

Стежте за мною на фейсбуку
Comments
5 ( 1 )